A A A Wersja kontrastowa
Infolinia 801 598 888, 22 599 8888

Ser do wina czy wino do sera?

Pod Sandomierzem, w jednym z najpiękniejszych miejsc Polski, które dzisiaj słynie z produkcji win, syn namówił ojca na produkowanie serów. Syn jest jednym z najsłynniejszych polskich winiarzy, ojciec od czterech lat prowadzi serowarską firmę „Od Dziedzica” i dzięki pożyczce na rozwój turystyki rozbudowuje stary dom, aby przyjmować gości i częstować rodzinnymi wyrobami.

 

Jak się ma pana serowy biznes?

To nie jest biznes. To jest moja dodatkowa działalność na emeryturze, chciałem dojść do tego samego poziomu finansowego, który mieli moje rodzice. Ojciec miał 3 300 zł, mama 2 600 zł. Postanowiłem, że też tyle powinienem mieć. To tak od strony finansów. Ale jest też aspekt rodzinny. Mój syn Maurycy jest znanym winiarzem, ma „Winnicę Sandomierską”, produkuje znakomite wina, a do wina najlepiej pasuje ser, prawda?

 

Syn Pana namawiał, więc postanowił Pan spróbować?

Robiliśmy to najpierw w małym pomieszczeniu, ale przestaliśmy się mieścić. Teraz sery powstają już w pomieszczeniu niemal doskonałym, z wyposażeniem najwyższej klasy – poczynając od bardzo nowoczesnego kotła warzelnego. Mała dojrzewalnia też stała się za mała, w tej chwili dojrzewalnia jest już w nowym budynku – tym właśnie, który rozbudowałem wykorzystując między innymi pożyczkę na rozwój turystyki.

 

Jak długo Pan produkuje sery?

4 lata. W pierwszym roku, czyli w 2016, sprzedaliśmy niecałe 2 tony sera, a w 2018 już 4 tony. W tym roku, jak dobrze pójdzie, będzie 6 albo nawet 7 ton. Inaczej się nie da przeżyć.

 

To oznacza, że pomysł na produkcję serów miał sens?

Tak, ale zrobić ser, to nie jest sztuka. Sztuką jest sprzedać, dlatego cały czas gdzieś jeździmy, pokazujemy się na imprezach. Niedługo mamy najlepszą naszą imprezę: Festiwal „Chleb, Wino, Ser” w Sandomierzu. Pół Polski będzie na tej imprezie, ale przyjeżdżają też Holendrzy i Włosi.

 

Wciąż rozwija Pan ofertę. Nowości pomagają sprzedawać?

Trzeba robić nowe rzeczy. Nasza ostatnia nowość to ser, który nazwaliśmy „Zawisza Czarny” – robimy go z popiołem drzewnym i lukrecją, na bazie czerwonego z Winnicy Sandomierskiej mojego syna.

 

Dużo ludzi pracuje w Pana przedsiębiorstwie?

Są 2 serowarki i managerka, która też oczywiście pomaga, bo pracy zwłaszcza w sezonie jest bardzo dużo. Produkujemy sery, ale też je sprzedajemy. Pracujemy od 7.00 do 19.00, teraz w sezonie jesteśmy otwarci również w niedzielę od 13.00 do 19.00, bo przecież przyjeżdżają do nas goście.

 

Skąd ludzie wiedzą, że warto do Pana przyjechać?

Ze środków z pożyczki postawiłem bilboardy przy drogach dojazdowych i muszę powiedzieć, że działają bardzo dobrze. Codziennie odwiedzają nas goście, co najmniej kilka osób każdego dnia, w weekend nawet więcej. To jest oczywiście nic w porównaniu do tego, co się dzieje u mojego syna winiarza. On podczas ostatniego weekendu przyjął 900 gości. My również mamy co pokazać i czym poczęstować gości, bo mamy sery, wina, miód i lokalne przetwory.

 

Dom stoi w ogromnym ogrodzie

Tak, dookoła mamy 6 hektarów przepięknego terenu. Stuletnie drzewa, lipy i kasztany, a do tego mnóstwo pięknych kwiatów: piwonie, róże i bzy. Ogród jest przepiękny, leży na dwóch ogromnych tarasach, gdzie różnica wysokości pomiędzy jednym i drugim to 6 metrów, a na samym dole jest woda, bo mamy tu staw.

 

Ma Pan winogrona?

Posadziłem 120 krzaków winogron – będzie przepiękna pergola, jak tunel z zieleni. 

6 hektarów to bardzo dużo. Jak Pan daje radę to zagospodarować?

Ja działam na bazie 6 arów, które są wyłącznie moją własnością i na bazie tej własności wziąłem właśnie pożyczkę na rozwój turystyki. Bardzo dobre oprocentowanie, 0,935% i bez prowizji, co mnie bardzo zdziwiło. To mi wystarczyło na pokrycie 1/3 kosztów całej inwestycji, która dotyczy remontu i rozbudowy domu. Ta 1/3 domu jest związana bezpośrednio z produkcją i sprzedażą serów. Pozostałą część rozbudowy domu finansuję z własnych środków.

 

Co wchodzi w skład tej inwestycji?

Będę jednym z pierwszych serowarów z normalną salę degustacyjną, która pomieści autokar gości. Nie robimy tego w jakimś wielkim luksusie, ale staramy się, żeby miejsce miało klimat: stare meble, specjalnie robiona lada, atrakcją będzie ponad 150-letni kaflowy piec pałacowy. Teraz, również za środki z tej pożyczki, robimy dużą werandę, skąd będzie można podziwiać nasz ogród. Na urządzenie ogrodu też poszły środki z pożyczki. Nieduże, ale jednak. Mamy tu wielki klomb, na którym rośnie kozieradka i czarnuszka: przyprawy, które wykorzystujemy do naszych serów.

 

Pożyczką na rozwój turystyki sfinansował Pan też część związaną bezpośrednio z produkcją serów.

Tak, serowarnia, dojrzewalnia i sala degustacyjna. Goście mają możliwość obejrzenia z bliska, jak się robi ser, oczywiście pod warunkiem, że założą odpowiednią odzież ochronną, i tylko wtedy, kiedy nie ma produkcji. Warto tam wejść, bo w dojrzewalni tak pięknie pachnie, to wyjątkowy urok!

 

Jak Pan wspomina sam proces brania pożyczki?

Długo to trwało, ale głównie dlatego, że potrzebna była hipoteka jako zabezpieczenie, potrzebna była też wycena tego budynku, który właśnie remontujemy. To zajęło sporo czasu. Gdyby nie to, zapewne w 2 miesiące wszystko by już było. Panie, które po stronie instytucji nas obsługiwały, bardzo były pomocne, pomogły mi nawet w przygotowaniu biznesplanu.

 

A jakie ma Pan plany na przyszłość?

We wrześniu zaczynamy nową rzecz: będziemy szkolić dzieci. Każde dziecko będzie mogło wyjść z własnym serkiem. Niedługo zaczniemy sprzedaż naszych serów w internecie, właśnie trwają prace na sklepem internetowym. Chętnie wziąłbym jeszcze jakąś dotację, żeby zrobić tutaj miejsca noclegowe. Żona już przekształciła dom na gościnne apartamenty, u syna też można się zatrzymać. Chciałbym, żeby można było się zatrzymać u mnie, bo jest tu wyjątkowo pięknie. 

Gospodarstwo Rolne Mariusz Małkiewicz "DZIEDZIC"

Drygulec 3,

27-532 Wojciechowice