A A A Wersja kontrastowa
Infolinia 801 598 888, 22 475 8888

Maksymilian Witczak – Tatarska Jurta

W GOŚCINIE U TATARÓW

Podlasie, to region słynący w równym stopniu z nieskażonej natury i wielokulturowego dziedzictwa. Wśród wielu narodowości, które wspólnie tworzą historię Podlasia, polscy Tatarzy są grupą, która z roku na rok budzi coraz większe zainteresowanie. Kruszyniany – jedna z dwóch tatarskich miejscowości w Polsce, założona z nadania króla Jana III Sobieskiego, przyciąga turystów najstarszym w Polsce meczetem, unikalną architekturą i ciągle żywą tradycją. Jednym z najbardziej znanych ośrodków kultywujących tę tradycję jest Jurta Tatarska – rodzinna restauracja w Kruszynianach (powstała w 2002 roku), a którą Pan Maksymilian Witczak, od 2010 roku prowadzi wspólnie z rodziną. Serwując tradycyjne dania, opowiada o gotowaniu i tatarskiej gościnności, która zmienia przypadkowych gości w bliskich przyjaciół.

Proszę powiedzieć, czym jest Jurta Tatarska?

Krótko mówiąc jest to restauracja rodzinna i agroturystyka, założona przez moich teściów w 2002 roku. Od tego momentu teściowie - a potem wspólnie - staraliśmy się rozwijać i rozbudowywać to miejsce, żeby było jak najpiękniejsze, jak najbardziej autentyczne. „Budowa” i ciągła ewolucja Jurty trwa już od 17 lat.

Czy jest pan z pochodzenia Tatarem?

Wszyscy ludzie związani z Jurtą są Tatarami, ale ja nie jestem. Mam za to żonę z tatarskiej rodziny, która zresztą poznałem na studiach. Teściowie mają jeszcze dwie córki, z których jedna ma męża Tatara i również mieszkają w Kruszynianach.

 

Można więc powiedzieć, że Jurta Tatarska to wielorodzinne i wielopokoleniowe przedsięwzięcie?

W Jurcie jesteśmy codziennie - 7 dni w tygodniu - przez cały rok. Od blisko dekady działamy tutaj praktycznie w 3 rodziny i to jest nasza codzienność. Jurta to po prostu nasz dom tatarski, w którym wszyscy razem żyjemy, spotykamy się, radujemy i kłócimy. Siadamy całą rodziną na sali, tam gdzie zwykle przebywają goście, a nasze psy i koty chodzą wokół. To jest po prostu dom - otwarty dom tatarski.

Każdy, kto przyjeżdża do Jurty jest Państwa gościem?

Tak, sposób w jaki działamy i gdzie działamy, sprawia że mamy naprawdę dużą grupę przyjaciół. Moja teściowa zawsze wita gości słowami „Witam państwa w naszym tatarskim domu”. Przez te lata, kiedy tu mieszkam, mogę powiedzieć, że takich bliskich przyjaciół, których poznaliśmy w Jurcie mamy już w nie tylko w całej Polsce, ale i za granicą.

Co zatem sprowadza ludzi tak chętnie do Tatarskiej Jurty?

Zdobyliśmy popularność wśród turystów w Polsce i za granicą, ponieważ jest to jeden z nielicznych w naszym kraju region, gdzie została zaprezentowana kuchnia tatarska - a co ważne - również kultura tatarska. Jeszcze kilkanaście lat temu społeczność tatarska nie była znana. Kiedy mówiło się „Tatar”, ludziom kojarzyło się to z potrawą. Teraz, przez ostatnich kilka lat, to się bardzo zmieniło. Ludzie chcą poznawać swój kraj, poszukują takich unikalnych rzeczy. Drugi ważny nurt, to tak zwana turystyka kulturalna: ludzie cenią teraz miejsca, gdzie można zjeść coś dobrego, ale innego niż na co dzień. Jest też duża grupa osób po prostu lubiących Podlasie, którzy cenią sobie bogate wielokulturowe dziedzictwo tych ziem oraz tutejszą naturę, ciszę i spokój.

Co w takim razie pana zdaniem bardziej przyciąga gości? Jedzenie czy kultura?

Myślę, że to się uzupełnia. Po pierwsze, w Kruszynianach mamy najstarszy meczet w Polsce. Po drugie, są - Tatarzy – ze swoją kuchnią i tradycjami. To jest nierozerwalna więź, co potwierdziło się zwłaszcza po pożarze, który mieliśmy w maju ubiegłego roku. Teraz odbudowujemy Jurtę. Mogliśmy w zasadzie przenieść się do dużego miasta i tam zacząć budować od początku. Wiadomo, że w mieście mielibyśmy więcej gości i to przez cały rok. To jednak tak nie działa. Ludzie przyjeżdżają do Kruszynian, idą do meczetu, dowiadują się o historii polskich Tatarów, a potem przychodzą do nas, żeby poznać kulturę kulinarną.

A zatem to pożar jest głównym powodem, dla którego Państwo znowu budujecie.

Budujemy, bo to jest nasze życie. Wokół Jurty spotykają się znajomi i nieznajomi, młodzi i starsi. Budujemy, bo kochamy ludzi, którzy do nas przychodzą. A przychodzą do naszego domu i z każdym chciałoby się porozmawiać, dowiedzieć się czegoś o tych, którzy nas odwiedzają. Trzeba po prostu lubić ludzi. Odnaleźliśmy się w tym i zaraz po pożarze stało się dla nas oczywiste, że Jurta musi zostać odbudowana w tym samym miejscu.

Odbudowa trwa, a gdzie działacie w międzyczasie?

Działamy po sąsiedzku w Centrum Kultury Tatarskiej w Kruszynianach. Ośrodek udostępnił nam kuchnię i salę, w której przyjmujemy gości. Pracujemy zatem w trybie awaryjnym i mamy nadzieję, że odbudowa szybko się skończy i wrócimy do naszej Jurty.

Na kiedy planujecie Państwo zakończenie odbudowy?

Kuchnię, restaurację i chłodnię, czyli parter budynku chcielibyśmy oddać do końca roku, natomiast 6 pokoi, które mają być na pierwszym piętrze, postaramy się skończyć do następnej wiosny. Dół mógłby już w tym czasie zacząć zarabiać na siebie i byłby to dobry czas, żeby wprowadzić się, urządzić i przygotować wszystko na następny sezon.

Czy przy okazji odbudowy planują Państwo powiększenie Jurty?

Budynek będzie minimalnie większy od poprzedniego. W restauracji będziemy mogli przyjąć praktycznie tyle samo gości co poprzednio, ale powiększamy strefę kuchenną ze względu na komfort pracy.

Jak radzicie sobie z kosztami odbudowy, to z pewnością poważna inwestycja?

To prawda, na przełomie maja i czerwca tego roku przyszedł czas, kiedy trzeba było zacząć szukać środków na dalszą budowę. Był to moment, kiedy zarówno praca, jak i koszt materiałów budowlanych bardzo poszły w górę, a środki, które mieliśmy do dyspozycji - czyli pieniądze z ubezpieczenia oraz datki od ludzi po prostu nie wystarczyły.

Gdzie postanowił Pan poszukać środków na dalszą budowę?

Pierwsza myśl to był oczywiście kredyt. Ale że lubię poszukać w internecie różnych informacji, tym razem też poszukałem i znalazłem informację o możliwości skorzystania z pożyczki inwestycyjnej i pożyczki na rozwój turystyki. Pojechaliśmy do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, a tam zostaliśmy pokierowani do Funduszu Wschodniego w Białymstoku. Wszystko nam wytłumaczono, zapoznaliśmy się z warunkami i stwierdziliśmy, że jest to dla nas bardzo dobra oferta, jeśli chodzi o spłatę. Wszystko się udało, jesteśmy teraz w trakcie wykorzystywania drugiej transzy tej pożyczki. Mam nadzieję, że wystarczy do otworzenia Tatarskiej Jurty.

Czy trudno było wypełnić wniosek, żeby zdobyć pożyczkę?

Absolutnie nie. Zrobiliśmy to z małą pomocą naszej księgowej i wielkim wsparciem doradców z Funduszu Wschodniego. Poziom trudności mogę porównać z braniem samochodu w leasing. Kilka dokumentów, trochę historii.

Pożyczka na inwestycję pozwala odbudować Jurtę, ale skorzystali też państwo z pożyczki na rozwój turystyki.

Tak, dowiedzieliśmy się, że możemy uzyskać dodatkowe środki z Funduszu na rozwój turystyki w Polsce Wschodniej. Postanowiliśmy skorzystać również z tej oferty, bo oprócz zbudowania Jurty musimy ją jeszcze wyposażyć. Z tą myślą wzięliśmy tę drugą pożyczkę.

 

Na co głównie przeznaczycie te środki? Czy może już zostały wykorzystane?

Nie, to się wydarzy bliżej jesieni. Pożyczkę na rozwój turystyki chcemy wykorzystać przede wszystkim na wyposażenie, na przykład zakup talerzy i sztućców. Chcemy, żeby nasze talerze były unikalne, nawiązywały do wzorów tatarskich. Wzory chcemy zaprojektować sami, już znaleźliśmy firmę, która je wykona.

Jak Pan ocenia warunki pożyczki?

Znakomicie. Jest nisko oprocentowana i ma dogodny czas spłaty. Wzięliśmy pożyczkę na 8 lat, co pozwoli nam spokojnie ją spłacać. Nie sztuka wziąć dużą pożyczkę i spłacać po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. My zarabiamy głównie w sezonie i musimy się z tym liczyć.

Jak długo trwa sezon w Jurcie?

To zależy od pogody. Przez cały rok przyjeżdżają do nas goście z Białegostoku – na weekendy, ale też w tygodniu, kiedy ktoś na przykład chce pokazać swoim znajomym coś innego i zaprosić na obiad, który nie będzie przysłowiowym kotletem schabowym. Nasz główny sezon, podobnie jak w wielu innych miejscach, rozpoczyna się od wiosny. Jeśli jest ładna pogoda, to już w kwietniu mamy sporo gości, a potem jest weekend majowy. W czerwcu, lipcu i sierpniu – ruch jest codziennie. Nawet we wrześniu, jeśli jest ładna pogoda, liczbę gości możemy porównać z czerwcem. Najspokojniej jest w grudniu, wtedy ludzie są zajęci innymi sprawami.

W grudniu jest tak spokojnie, że można wyjechać i trochę odsapnąć?

Niezupełnie, w ubiegłym roku byliśmy ze sprzedażą naszych wyrobów na jarmarku bożonarodzeniowym w Poczdamie w Niemczech. Zawsze, kiedy możemy się pokazać i mamy na to czas, staramy się korzystać z takich okazji. To znakomite narzędzie promocji. Bierzemy udział w warsztatach, pokazach, nawet nieodpłatnie, bo zawsze warto. Do Niemiec trafiliśmy przez Instytut Polski w Berlinie, który rok wcześniej nas zaprosił do poprowadzenia warsztatów kulinarnych z kuchni tatarskiej. Wszyscy byli zadowoleni i zostaliśmy zaproszeni do udziału w jarmarku w Poczdamie.

Jak się udał ten wyjazd?

Udał się znakomicie, sprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy do sprzedania. A poza tym okazało się, że jesteśmy w Niemczech znani, bo 3 lata wcześniej odwiedziła nas niemiecka telewizja z jednym z najbardziej znanych niemieckich kucharzy- Timem Raue. Ludzie przychodzi do nas stoisko i mówili: „a my was znamy, widzieliśmy was w telewizji”. W tym roku znów się tam wybieramy. W przyszłym roku planujemy wypłynąć na szersze wody. Chcemy pojechać na jeden z tych wielkich i słynnych od średniowiecza niemieckich jarmarków bożonarodzeniowych. Może wybierzemy się do Kolonii, bo tam jest największy jarmark w Niemczech. Planujemy pojechać tam na miesiąc i wynająć miejsce, w którym będziemy mogli gotować. 

W takim razie porozmawiajmy o gotowaniu. Czy to, co gotujecie w Jurcie, znacie ze swoich domów, od swoich rodziców, czy nadal odkrywacie dania kuchni tatarskiej?

To co gotujemy, to kuchnia regionalna – potrawy z prostych składników. Sztuką jest, aby dobrze to przyrządzić. Nasze menu w restauracji to zaledwie kilkanaście potraw, które w zasadzie się nie zmieniają. Jednak raz na rok czy dwa lata do menu trafia nowe danie. Głównym ekspertem w tym zakresie jest moja teściowa – Dżenneta Bogdanowicz. Oczywiście zna bardzo wiele przepisów, które przechodzą z pokolenia na pokolenie, ale też bardzo dużo czyta i tam, głównie w starych rosyjskich książkach, znajduje kolejne przepisy.

Jakie jest pana zdaniem najbardziej charakterystyczne danie tatarskie?

Większość ludzi z pewnością powie „tatar”. Ale ci, którzy mieli już okazję obcować z kuchnią tatarską, na pewno powiedzą „pierekaczewnik” – potrawa, którą w 2008 roku moja teściowa zarejestrowała w unijnym rejestrze w kategorii „gwarantowana tradycyjna specjalność”. Ludzie, którzy do nas przyjeżdżają, często nie chcą zamawiać niczego innego.

Czy uważa pan, że misją Jurty jest popularyzacja tatarskiej kultury?

Jurta to jest rodzinne gotowanie, potrawy, które zawsze były w domu. My po prostu gotujemy sercem. Często udaje się nam przekonać gości, aby spróbowali innych potraw, nie tylko tych najsłynniejszych. Nazwy tych potraw są wprawdzie takie, że nic nikomu nie mówią i zamówienie zwykle kończy się zdaniem: „dobrze, niech pani da co pani uważa”. W ten sposób goście dowiadują się czegoś nowego o nas i naszej kuchni. 

Maksymilian Witczak

Tatarska Jurta

Kruszyniany 58

16-120 Krynki