A A A Wersja kontrastowa
Infolinia 801 598 888, 22 599 8888

Warszawianka w Bieszczadach

Fuczki, hreczanyki, klepaki – województwo podkarpackie kusi i zaskakuje regionalnymi specjałami. To właśnie tutaj swoją restaurację Karpatka prowadzi Pani Małgorzata Kozłowska-Stora, która pewnego dnia porzuciła stolicę i wyjechała w Bieszczady. Choć nie zawsze było wesoło - dziś niczego nie żałuje. Realizuje kolejne marzenia i śmiało patrzy w przyszłość. Dzięki pożyczce na rozwój turystyki, Pani Małgorzata Kozłowska – Stora, stała się niezależna finansowo i robi to co kocha prowadząc restaurację „Karpatka” w Ustrzykach Dolnych.

 

Jak się Pani znalazła w Bieszczadach?

Tak naprawdę, to zawsze marzyłam o tym, aby wyjechać z Warszawy i prowadzić biznes agroturystyczny. To nie dlatego, że byłam zmęczona pracą w korporacji. Po prostu chciałam żyć inaczej.  Z drugiej strony, od zawsze czerpałam ogromną przyjemność z przyjmowania gości. Dlatego też, naturalnie,  pierwszym pomysłem była agroturystyka.

Co się zatem stało, że z branży agroturystycznej zdecydowała się Pani na otworzenie restauracji?

Równolegle, kiedy wspólnie z partnerem prowadziłam  gospodarstwo agroturystyczne, w Ustrzykach Dolnych w hali sportowej, otworzyłam małe bistro. Nic wyszukanego, ale można było tam zjeść dania wegetariańskie i zamówić dietę pudełkową. Podobno dzięki mnie ludzie w Ustrzykach poznali Quesadilla – czyli danie kuchni meksykańskiej. Zaczęłam też robić warsztaty kulinarne.

Czyli pomysł na biznes wziął się z prawdziwej pasji.

Zawsze to lubiłam. Jeszcze na studiach wśród znajomych słynęłam z dobrej ręki do gotowania. Zaraz po przyjeździe w Bieszczady urodziłam dziecko, więc wolny czas spędzałam na gotowaniu – pieczeniu chleba, ciast. Częściej przyjmowałam gości, którzy prosili o potrawy regionalne. W związku z tym, coraz lepiej poznawałam kuchnię i smaki Bieszczad. Miałam również dostęp do wspaniałych świeżych produktów, bo za domem mieliśmy ogród.

Co się stało, że małą, domową kuchnie zamieniła Pani na restaurację z prawdziwego zdarzenia?

Wspomniane wcześniej bistro działa do dziś, ale przyznam szczerze, że od początku to było dla mnie trochę za mało. Marzyłam o takiej restauracji z prawdziwego zdarzenia – z obiadami i deserami. Nagle okazało się, że jeden z lokali po 25 latach się zwalnia! Sprawa oczywiście nie była prosta, bo nie miałam funduszy.

Jak zatem udało się sfinansować biznesowe marzenia?

Zupełnie przypadkowo! Przyszłam do urzędu i spotkałam Panią Wiceburmistrz. Ona wiedziała, że oglądałam lokal, więc zapytała, czy jestem zainteresowana.  Odpowiedziałam jej, że tak, ale nie mam środków.  A ona na to, że właśnie był Pan prezes z Mieleckiej Agencji Rozwoju Regionalnego - instytucji, która udziela pożyczki na rozwój turystyki z projektu Przedsiębiorcza Polska Wschodnia- Turystyka.

I udało się?

Pieniądze - dokładnie 250 tys. - były potrzebne na zrobienie bardzo dużego remontu – lokal wymagał gruntownych przeróbek. Trzeba było wyposażyć całe zaplecze kuchenne i część restauracyjną. Stworzyliśmy lokal o zupełnie nowym charakterze, z nowoczesnym wyglądem, urozmaiconym podejściem do serwowanych dań i dodatkowo - z własną cukiernią. Na początku miałam półroczną karencję w spłacie zobowiązania, więc było jeszcze prościej. Teraz spłacam już kwotę główną, a z racji tego, że oprocentowanie jest poniżej 1 procenta, nie jest to wielkie obciążenie. Formalności nie było zbyt wielu, wniosek prosty a pracownicy MARR bardzo pomocni w dopełnianiu kwestii formalnych.

A co będzie dalej?

W pierwszej kolejności marzy mi się produkcja lodów, takich własnej roboty, a jeżeli chodzi o dalsze plany – to chciałabym po pierwsze, założyć własną farmę, na której będziemy hodować wszystkie produkty. Po drugie, mieć studio, w którym mogłabym przeprowadzać warsztaty kulinarne. To dla mnie ogromna frajda i przyjemność, gdy najpierw z dziećmi mieszamy, kroimy i opowiadamy sobie różne historie, a następnie jemy przygotowane potrawy. Rodzice nie mogą uwierzyć, że ich pociechy piły zielone soki albo naturalny jogurt. I z tego mam chyba największą satysfakcję. Jest też pomysł zupełnie szalony – żeby jechać do Maroka i tam robić wegetariańskie warsztaty kulinarne. Kto wie, może pojadę.

Karpatka

Ul. Mikołaja Kopernika 1

38-700 Ustrzyki Dolne