A A A Wersja kontrastowa
Infolinia 801 598 888, 22 599 8888

Biznes wokół promenady

W 2012 r. wokół jeziora Firlej nieopodal Lubartowa powstała promenada, która zainspirowała Michała Żmurka do stworzenia nowego biznesu: wypożyczalni rowerów i gokartów. Choć firma prężnie się rozwija, to rosnąca wokół konkurencja nie pozwala spocząć na laurach. Aby utrzymać się na rynku, trzeba poszerzać ofertę i podnosić jakość obsługi. W tym roku, dzięki środkom uzyskanym z pożyczki na rozwój turystyki w Polsce Wschodniej, wypożyczalnia zainaugurowała kolejny sezon zakupem nowej partii czteroosobowych rowerów typu „Berg”.

Jak to się stało, że wpadł pan na pomysł prowadzenia takich usług nad jeziorem?

Mieszkam niedaleko, praktycznie 10 km stąd, więc kiedy zaczęła się budowa promenady, przypomniałem sobie, jak jeżdżąc z rodzicami nad morze sam korzystałem z takiego sprzętu. Poszedłem więc do wójta i opowiedziałem, jaki mam pomysł.

Dostał pan zgodę wójta i kupił pan sprzęt.

Zaczynałem od 12 rowerów, ale dwa pierwsze lata doświadczeń pokazały, że nie warto oszczędzać na sprzęcie. Na początku niestety koledzy ze mnie się trochę śmiali, bo sprzęt był tani, słabej jakości, a ja całe weekendy poświęcałem na to, żeby zmieniać łańcuchy, pompować koła i tak dalej.

Jak pan rozwiązał ten problem?

Po dwóch latach wszystkie pieniądze, jakie miałem, zainwestowałem w zakup czteroosobowych solidnych rowerów z prawdziwego zdarzenia, czteroosobowych „Bergów”. Muszę powiedzieć, że dla 22-letniego chłopaka wyłożenie 15 000 zł na ich zakup to było naprawdę duże wyzwanie. Potem zakup sprzętu stał się częścią strategii biznesowej. Sprzęt używany przez 2 sezony idzie do wymiany, a na jego miejsce wchodzą najnowsze modele, takie właśnie jak nowe „Bergi”.

Mówił pan o wprowadzeniu nowych usług?

W tym roku jako pierwsi wprowadziliśmy możliwość elektronicznych płatności, dodatkowo jako jedyna wypożyczalnia nad jeziorem Firlej oferujemy umowę najmu sprzętu wraz z ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej. To daje turystom dodatkowe poczucie bezpieczeństwa, gdyby na przykład wskutek jakiejś awarii koła spowodowali wypadek.

Czy zdarzają się wypadki?

W ciągu sezonu kilka takich sytuacji zawsze się może zdarzyć. Choć największy problem jest z tymi, którzy pożyczają nasz sprzęt w stanie trzeźwym, ale po drodze, korzystając dostępnych atrakcji nad jeziorem, ten stan zmieniają i przestają dbać o rowery. Zdarza się, że musimy szukać sprzętu po okolicznym lesie, czasem znajdujemy w jeziorze. Niestety, żadne umowy ani zabezpieczenia nie są w stanie temu zaradzić.

Ścieżka rowerowa wokół jeziora, która stała się dla pana inspiracją do stworzenia tego biznesu, ma niemal 4 km długości. Dużo ma pan klientów?

Jezioro ma dużą bazę noclegową, kilkadziesiąt ośrodków wypoczynkowych, mamy więc wielu gości. Zwykle od Bożego Ciała pracujemy codziennie aż do końca wakacji, a jeśli pogoda jest dobra, to nawet do połowy września. Późnej też, ale już tylko w weekendy.

Czyli gokarty to biznes sezonowy. A czym się pan zajmuje poza sezonem?

Prowadzę różne projekty, między innymi franczyzowe salony sieci komórkowej. Miałem też restaurację, ale to wyjątkowy rodzaj biznesu, który wymaga stałej obecności. Ja ze względu na to, że wkrótce urodzi mi się dziecko, postanowiłem, że nie chcę być w pracy od 8 do 22. Przecież nie zamierzam zarobić wszystkich pieniędzy na świecie. 

Sprzęt nie jest tani. Czy przy jego zakupie korzysta pan z pomocy jakichś instytucji?

Tak, dzięki temu, że kilka lat wcześniej na szkoleniu w Lubartowie poznałem działalność Lubelskiej Fundacji Rozwoju, współpracującej z BGK i dowiedziałem się o pożyczce na rozwój turystyki. Teraz mam kilka pożyczek na różne projekty, w tym właśnie tę na rozwój turystyki, o której rozmawiamy.

 

Nie boi się pan brania pożyczek?

Absolutnie się nie boję. Uważam, że to znakomite rozwiązanie, na którym zarabiają wszystkie strony – w tym wypadku instytucja finansująca zarabia niewiele, ale pożyczka zarabia na siebie i zarabia też na mnie. Na koniec sezonu kładę na stół wszystkie pieniądze, które muszę spłacić w ciągu roku, a potem patrzę na bilans i liczę, ile mi zostało.

Czy zawsze zostaje panu tyle, ile potrzeba?

Tak, nieskromnie mogę powiedzieć, że moje projekty zawsze się udają, nawet jeśli ktoś mi mówi, że to się nie ma prawa udać.

Czy formalności związane z pożyczkami nie przerażały pana?

Nie, absolutnie. Instytucja oczywiście bardzo życzliwie podchodzi do pożyczkobiorców i pomaga, jeśli jest taka potrzeba, ale ja też dobrze sobie z tym radzę. Oczywiście można pójść na łatwiznę i w banku wziąć pożyczkę na oświadczenie - ale wiadomo - ile trzeba za to trzeba zapłacić. Tutaj, co prawda trzeba zgromadzić kilka zaświadczeń i dokumentów, ale to potem procentuje.

Czy województwo lubelskie ma pana zdaniem duży potencjał turystyczny? Ma pan zamiar inwestować w lubelską turystykę?

Zróżnicowanie atrakcji turystycznych w województwie lubelskim jest ogromne, poczynając od Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, gdzie mamy około 80 jezior, przez znane już dobrze Roztocze, aż po dolinę Wisły i Kazimierz Dolny. Jest wiele atrakcji i możliwości i myślę o tym, aby nadal w to inwestować. Mam już nawet pomysł, ale za wcześnie, żeby go zdradzać.

A jak dalej widzi pan swój gokartowo-rowerowy biznes?

Teraz myślę o wprowadzeniu sprzętu o napędzie elektrycznym – bardzo popularne są elektryczne hulajnogi. Martwi mnie tylko ludzka nieodpowiedzialność. Nie jestem pewien, czy nie będziemy musieli ich zbierać po okolicy. Pozostaje jeszcze kwestia regulacji prawnych i zezwoleń na poruszanie się takim sprzętem po ścieżkach rowerowych. Wiem, że już w niektórych gminach zostały wprowadzone zakazy dla sprzętu elektrycznego. Nic więc jeszcze nie jest przesądzone. 

Nie boi się pan brania pożyczek?

Absolutnie się nie boję. Uważam, że to znakomite rozwiązanie, na którym zarabiają wszystkie strony – w tym wypadku instytucja finansująca zarabia niewiele, ale pożyczka zarabia na siebie i zarabia też na mnie. Na koniec sezonu kładę na stół wszystkie pieniądze, które muszę spłacić w ciągu roku, a potem patrzę na bilans i liczę, ile mi zostało.

Czy zawsze zostaje panu tyle, ile potrzeba?

Tak, nieskromnie mogę powiedzieć, że moje projekty zawsze się udają, nawet jeśli ktoś mi mówi, że to się nie ma prawa udać.

Czy formalności związane z pożyczkami nie przerażały pana?

Nie, absolutnie. Instytucja oczywiście bardzo życzliwie podchodzi do pożyczkobiorców i pomaga, jeśli jest taka potrzeba, ale ja też dobrze sobie z tym radzę. Oczywiście można pójść na łatwiznę i w banku wziąć pożyczkę na oświadczenie - ale wiadomo - ile trzeba za to trzeba zapłacić. Tutaj, co prawda trzeba zgromadzić kilka zaświadczeń i dokumentów, ale to potem procentuje.

Czy województwo lubelskie ma pana zdaniem duży potencjał turystyczny? Ma pan zamiar inwestować w lubelską turystykę?

Zróżnicowanie atrakcji turystycznych w województwie lubelskim jest ogromne, poczynając od Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, gdzie mamy około 80 jezior, przez znane już dobrze Roztocze, aż po dolinę Wisły i Kazimierz Dolny. Jest wiele atrakcji i możliwości i myślę o tym, aby nadal w to inwestować. Mam już nawet pomysł, ale za wcześnie, żeby go zdradzać.

A jak dalej widzi pan swój gokartowo-rowerowy biznes?

Teraz myślę o wprowadzeniu sprzętu o napędzie elektrycznym – bardzo popularne są elektryczne hulajnogi. Martwi mnie tylko ludzka nieodpowiedzialność. Nie jestem pewien, czy nie będziemy musieli ich zbierać po okolicy. Pozostaje jeszcze kwestia regulacji prawnych i zezwoleń na poruszanie się takim sprzętem po ścieżkach rowerowych. Wiem, że już w niektórych gminach zostały wprowadzone zakazy dla sprzętu elektrycznego. Nic więc jeszcze nie jest przesądzone.