Salon optyczny Okulara

Pani Martyna Szyćko straciła pracę podczas pandemii. Nie załamała się, a wręcz przeciwnie, zmotywowało ją to do działania i walki o własną niezależność. Dziś salon optyczny „Okulara” w Krasnymstawie to świetnie prosperująca firma, pozwalająca właścicielce na reinwestowanie zarobionych środków w rozszerzenie zakresu swoich usług.

Martyna Szyćko, właścicielka salonu optycznego Okulara

Skąd pomysł na własny salon optyczny?

Miłością do optyki zarazili mnie przyjaciele, którzy prowadzą taki biznes. To oni przekonali mnie do tego pomysłu. Decyzję o założeniu firmy podjęłam bardzo szybko. Trwała pandemia, straciłam inną pracę i zostałam z dzieckiem w domu. Po konsultacjach z mamą stwierdziłam, że warto spróbować swoich sił we własnym biznesie. Decyzję podjęłam szybko, zaledwie w ciągu jednej doby. Kolejnym krokiem było znalezienie pieniędzy, które pomogłyby mi ten biznes uruchomić. W dalszej perspektywie wyzwaniem była przeprowadzka i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.

Skorzystała pani z pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej „Wsparcie w starcie”. Jaka to była kwota? Na co zostały przeznaczone te środki?

Była to kwota w wysokości 45 tysięcy złotych. Całą sumę przeznaczyłam na stworzenie salonu, począwszy od remontu a kończąc na wyposażeniu i zakupie sprzętu optycznego jak: dioptromierz, podgrzewacz do opraw, małe narzędzia, wieszaki na oprawy, meble, oświetlenie i oprawy.

 Czy bez takiego wsparcia otwarcie Pani biznesu byłoby w ogóle możliwe?

Jeśli ktoś dysponuje swoim dużym zapleczem finansowym, to otwarcie biznesu zawsze jest możliwe. Ja w tamtym specyficznym momencie takimi środkami nie dysponowałam. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że „Wsparcie w Starcie” to bardzo fajna pomoc dla ludzi, którzy mają pomysł i zapał do prowadzenia własnej firmy, ale brakuje im na to pieniędzy. Przeszukałam wiele projektów, od tych z urzędów pracy po środki unijne. Program wsparcia BGK był dobrą alternatywą. Co prawda pożyczką - ale z niskim oprocentowaniem. To pomogło mi się na nią zdecydować. Kiedy podjęłam decyzję o wyborze tej oferty, potem było już tylko lepiej. Panie z Lubelskiej Fundacji Rozwoju, zajmującej się programem „Wsparcie na Starcie", były bardzo pomocne i miłe. Czułam się trochę jak dziecko we mgle, brnąc przez wszystkie formalności, ale one zawsze służyły pomocą w razie potrzeby. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że decyzja o skorzystaniu z tej oferty była najlepszą, jaką mogłam podjąć.

Salon optyczny często kojarzy się tylko z miejscem, do którego się udajemy, by wykonać lub kupić okulary. To chyba jednak miejsce z dużo szerszym zakresem usług?

Nadal panuje przeświadczenie, że do salonu optycznego idzie się po okulary, bo „trzeba coś nosić”. Na szczęście coraz częściej spotykam się z innym podejściem. Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy, bo sama staram się uświadamiać swoich klientów, że okulary korekcyjne nie muszą szpecić, a wręcz mogą spełniać funkcje lecznicze oraz wyglądać po prostu dobrze. Częściej chęć noszenia modnych opraw zauważam jednak u kobiet niż u mężczyzn.

Martyna Szyćko, właścicielka salonu optycznego Okulara

Czy, tworząc to miejsce, zastanawiała się Pani, jak przyciągnąć klienta i jak powinna wyglądać profesjonalna wizyta w salonie optycznym, aby ludzie ponownie skorzystali z Pani usług? O co dziś dba Pani najbardziej?

Od kiedy tylko zaczęłam pracować, zawsze pracowałam z klientem. Staram się rozmawiać i pracować z ludźmi, a nie tylko sprzedawać im produkt. Moim zdaniem połączenie obsługi klienta, doradzanie mu oraz troska o jego zdrowe widzenie to klucz do fajnego biznesu. Jeśli będziemy mieli najlepszy produkt na rynku a obsługa klienta będzie na niskim poziomie, to taki biznes nie będzie rokujący, klienci tam po prostu nie wrócą.

Okazuje się, że Polacy niezbyt często badają wzrok. Nie mamy świadomości, jak jest to ważne?

To prawda. Spotykam się często ze stwierdzeniem, że „jeszcze dobrze widzę". Ludzie też często korzystają z tzw. półrozwiązań, kupują gotowe okulary np. w sieciach drogeryjnych. Próbuję uświadamiać swoich klientów, że takie okulary mogą nas uratować w jakiejś specyficznej sytuacji na dzień lub dwa, ale na dłuższą metę po prostu nam szkodzą. W moim salonie można zbadać wzrok. Sprawdzamy m.in. krótkowzroczność i nadwzroczność. Badanie zaczynamy od przeprowadzenia wywiadu z klientem, staramy się dowiedzieć jak najwięcej, bo dzięki temu możemy dobrać klientowi najlepszą soczewkę. Potem przechodzimy do autorefraktometru, następnie kasety okulistycznej, badania na rzutniku optotypów, wykonujemy też testy optyczne. To wszystko sprawia, że badanie wzroku może trwa dłuższą chwilę, ale daje poczucie, że klient wyjdzie od nas zadowolony.

Jakie ma Pani plany rozwoju swojej firmy?

Biznes zaczął się naprawdę dobrze rozwijać. Po pół roku działalności dokupiłam kolejny sprzęt właśnie po to, by mój salon mógł również świadczyć usługi badań wzroku. Kolejnym krokiem będzie na pewno dokupienie kolejnych sprzętów, aby badania wzroku mogły być na coraz wyższym poziomie, a nasi klienci byli jak najlepiej zaopiekowani.

Historia powstania salonu optycznego Okulara w Krasnymstawie dzięki pożyczce „Wsparcie w starcie”