Akademia Kulinarna Studio A - Agnieszka Michałowska

Akademia Kulinarna Studio A - Agnieszka Michałowska

Rzuciła pracę w korporacji i poświęciła się gastronomii tworząc w Toruniu miejsce dla ludzi chcących nauczyć się gotować i tych, którzy pragną rozwijać swoją kulinarną pasję. Agnieszka Michałowska, właścicielka Akademii Kulinarnej Studio A udowadnia, że nawet podczas pandemii rozwój biznesu jest możliwy. Pomysłowa przedsiębiorczyni postawiła na warsztaty online, prowadzone przez znanych szefów kuchni, pokazując tym samym, że sztukę kulinarną może opanować każdy, nawet bez wychodzenia z domu.

 

Czy Polacy lepiej gotują niż jeszcze kilka, lub kilkanaście lat temu?

Zdecydowanie tak. Z moich obserwacji wynika, że znacząco zmieniła się świadomość kulinarna i podejście do jedzenia. Nasi rodacy więcej podróżują po świecie i przede wszystkim stamtąd przywożą inspiracje do swoich kuchni. Ponadto zwracają większą uwagę na jakość produktów, zwłaszcza tych pochodzenia naturalnego, ekologicznego i regionalnego. Do popularności gotowania w domu i podnoszenia umiejętności kulinarnych na pewno przyczyniły się też popularne, telewizyjne programy kulinarne. To po prostu stało się modne.

To z miłości do gotowania założyła pani w 2015 roku pierwszą w Toruniu Akademię Kulinarną. Skąd wziął się ten pomysł? Wcześniej przecież pracowała Pani w korporacji.

Tuż przed czterdziestką stwierdziłam, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Jestem z wykształcenia archeologiem, ale gdy ukończyłam studia, dla archeologów nie było właściwie żadnej pracy. Zaczęłam więc pracę w korporacji i już tam zostałam. Pracowałam w dziale, który zajmował się windykacją należności. Muszę powiedzieć, że była to bardzo stresująca praca.

I dlatego postanowiła Pani odejść?

Gdy miałam 38 lat uświadomiłam sobie, że albo teraz albo nigdy. To jest moment w moim życiu, kiedy mogę coś zdziałać. Przyszedł czas na to, aby pomyśleć o sobie i poszukać nowej perspektywy. Na początku wpadłam na szalony pomysł – jak większość ludzi, którzy myślą, że tak może wyglądać ich nowe życie – o otwarciu własnej restauracji. Zostawiłam pracę w korporacji i pomyślałam: „no dobrze, ale co dalej?”. Pracy nie ma, pieniędzy za chwilę nie będzie, a ja zostanę bez niczego. Myślę jednak, że czuwa nade mną jakiś dobry duch. Pewnego dnia trafiłam na reklamę studiów podyplomowych Wyższej Szkoły Kulinarnej w Warszawie. Zaaplikowałam, dostałam się i jeździłam do Warszawy na zajęcia. Poznawałam biznes restauracyjny od środka, odbywałam praktyki w warszawskich restauracjach. Poznałam wielu ciekawych ludzi i znanych kucharzy, z którymi kontakt utrzymuję do dziś. Niektórzy z nich pracują czasem w mojej akademii. Pewnego pięknego majowego dnia z drzemki wybudził mnie nagle pomysł: „otwieram akademię kulinarną”. Ten biznes po prostu mi się przyśnił.

Zazwyczaj w takich sytuacjach problemem okazują się pieniądze i pozyskanie finansowania na realizację pomysłów.

Tak było też w moim przypadku. Zaczęliśmy szukać możliwości i wtedy mój mąż w Internecie znalazł informacje o programie „Pierwszy biznes - Wsparcie w starcie” dla ludzi, chcących rozpocząć swoją działalność. Złożyłam dokumenty, jednak po tygodniu od zakończenia naboru dostałam telefon, lista jest już zamknięta. Wtedy zaczęliśmy szukać pomocy u rodziny. Uśmiechnęło się jednak do nas szczęście - po tygodniu dostałam telefon, że kilka osób wycofało się z pomysłu otwierania swojego biznesu. Załatwienie formalności pożyczki „Wsparcie w starcie” nie było skomplikowane. Miałam naprawdę dobre wsparcie od regionalnego koordynatora programu. Warunki finansowe pożyczki były bardzo atrakcyjne, dużo korzystniejsze niż w komercyjnych bankach. Skompletowanie i złożenie wszystkich dokumentów zajęło raptem kilka dni.

 

Co wymagało największych nakładów finansowych na samym początku tworzenia Akademii?

Największym kosztem na pewno był zakup sprzętu. Mamy 6 piekarników, 7 płyt indukcyjnych, roboty kuchenne, grill gastronomiczny, a przede wszystkim mam olbrzymi i kosztowny, wyciąg, stosowany tylko w gastronomii. Zależało mi, by osoby gotujące w studiu czuły się komfortowo i mogły pracować na profesjonalnym sprzęcie.

Jak pandemia wpłynęła na zmiany w prowadzeniu firmy? Czy rozwija Pani ją dziś w innym kierunku? Organizacja klasycznych warsztatów przez długi czas nie była możliwa.

Mój biznes działa na pograniczu branż: gastronomicznej, szkoleniowej i eventowej. Spadła nam ilość zamówień i klientów, zwłaszcza w czasie tzw. lockdown’u. Mimo tego staramy się dalej rozwijać prowadząc np. warsztaty w formule online. Rozważamy też dalsze inwestycje w sprzęt audio-video, umożliwiający nam jeszcze bardziej profesjonalne prowadzenie zdalnych warsztatów i szkoleń. Nie chcę zapeszać, ale do momentu pandemii studio naprawdę rozwijało się świetnie. Poza tym, we współpracy z Centrum Dziedzictwa Kulinarnego przy Wydziale Nauk Historycznych Toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, organizujemy znany „Toruński Festiwal Smaków”. Nasza najnowsza inicjatywa – „Tydzień Toruńskich Restauracji”, została uznana za sukces przez Urząd Miasta Torunia, który w ten sposób wsparł toruńską gastronomię.

 

Jakie są reakcje uczestników warsztatów na Wasz pomysł online’owych sesji?

Klientów mamy bardzo dużo i bardzo nas to cieszy. Przed pandemią zdarzało się, że trudno było o wolny termin na zajęcia w Akademii. Klienci chwalą jakość i atmosferę naszych zajęć, mamy wśród nich wielu przyjaciół. A dzięki formule warsztatów online zdobywamy klientów na całym świecie: gotowali z nami Polacy mieszkający z Irlandii, Francji, Niemczech, a nawet w Chinach…

By wziąć udział w warsztatach Akademii, trzeba się znać na gotowaniu, czy można być kompletnym laikiem?

Mamy zajęcia zarówno dla profesjonalistów, jak i dla początkujących. W naszym cyklicznym kursie „Szkoła Gotowania” biorą udział nawet panie w wieku emerytalnym, które mają więcej czasu na to, aby poświęcić się gotowaniu. Mamy też dużo panów, którzy po rozwodzie zaczynają o siebie dbać i chcą się nauczyć gotować. Często w zajęciach biorą udział młode mężatki albo dziewczyny tuż przed ślubem, które chcą zaimponować mężowi w kuchni.