Fundusze Europejskie Program Regionalny
Rzeczpospolita Polska
Unia Europejska Europejskie Fundusze Strukturalne i Inwestycyjny

Bistro Czarno na Białym

„Brukselka jest niesamowita! Dziś połączyła siły z makaronem tagliatelle, by dać pyszne danie!” – czytamy na Facebook’owym profilu „Czarno na Białym” - bistro w Kędzierzynie-Koźlu. Obłędne, kuszące wyglądem potrawy aż proszą, by zarezerwować stolik, lub zamówić je na wynos. Choć restauracja prowadzona przez Michała i Łukasza istnieje od pół roku, dbałość o każdy detal pozwala im z sukcesem prowadzić firmę nawet podczas pandemii. Dlaczego zdecydowali się na założenie własnego biznesu w tym trudnym okresie i jak udało im się uzyskać finansowanie na realizację własnego pomysłu?

 

 

Własna kawiarnia to marzenie wielu młodych ludzi. Skąd decyzja o założeniu bistro?

Niektóre decyzje, jakie podejmujemy w życiu, są bardzo spontaniczne. Ta była jedną z nich. Wszystko zaczęło się na rodzinnym spotkaniu przy świątecznym stole. Wówczas z Łukaszem – moim przyjacielem, a dziś także wspólnikiem – degustowaliśmy i ocenialiśmy wielkanocne potrawy. Okazało się, że mamy podobne kulinarne smaki i marzenia. Podjęliśmy wtedy decyzję, że chcemy otworzyć własny biznes.

 

Zazwyczaj od planów do realizacji jest jednak dość długa droga.

Początkowo rzeczywiście sądziliśmy, że takie plany ziścić możemy dopiero za kilka lat a powodem i głównym ograniczeniem był brak wystarczających środków finansowych. Los nam jednak sprzyjał. Mieliśmy trochę oszczędności, uzyskaliśmy też finansową pomoc Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości, która współpracuje z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Pożyczkę unijną otrzymaliśmy na warunkach korzystniejszych niż rynkowe. Decyzja była spontaniczna, ale byliśmy zdeterminowani, by to marzenie wcielić w życie. Obaj mamy długoletnie doświadczenie wyniesione z pracy w wielu restauracjach w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej. Wiedzieliśmy, że to jest to, co chcemy robić i czas pokazał, że nie pomyliliśmy się w naszym wyborze. Otrzymaliśmy niemal 100 tysięcy złotych, które zainwestowaliśmy przede wszystkim w remont, wystrój, zakup profesjonalnego sprzętu oraz wyposażenie.

 

Na restauracyjnej mapie Kędzierzyna-Koźla istniejecie od pół roku. Pomimo pandemii koronawirusa udaje się Wam jednak z sukcesem prowadzić firmę i przyciągać klientów.

Gdy rozpoczynaliśmy prace remontowe w marcu 2019 roku nie sądziliśmy, że przyjdzie nam, już w początkach działalności, mierzyć się z trudnościami, które dotknęły całą branżę gastronomiczną w okresie pierwszej fazy epidemii. Mimo niesprzyjających okoliczności, od samego początku staramy się, by nasze bistro zaspakajało różne gusta naszych klientów. Staramy się być kreatywni i innowacyjni. Chyba dzięki temu zyskaliśmy grono oddanych klientów, które jest już całkiem spore. Zbliżamy się do tysiąca like’ów na naszym fanpage’u na Facebooku. Nasi stali odbiorcy chwalą sobie różnorodność, sezonowość i świeżość naszych dań. Początkowo chcieliśmy w naszym bistro serwować tylko śniadania i kanapki, ale czas pokazał, że klienci chętnie kupują ciepłe dania lunchowe i dlatego, dostosowując się do potrzeb rynku, rozszerzyliśmy naszą ofertę. To też ukłon w stronę naszych klientów, którzy jak na razie bardzo nas chwalą, właściwie za wszystko: za ciekawe połączenia smakowe, niebanalne dania, zmiany w menu co 2 tygodnie, obsługę, czy wystrój. Te pochwały bardzo nas mobilizują, dodają sił i wiary w to, co robimy.

Nie były to jednak łatwe miesiące na rozpoczęcie biznesu.

Zaczynaliśmy w momencie, gdy wszystkie restauracje miały możliwość sprzedaży wyłącznie na wynos. W takiej sytuacji wyzwaniem było pozyskanie klientów i ich utrzymanie. Poszerzamy grono naszych odbiorców dzięki stałej obecności właśnie w social mediach. Prawie codziennie zamieszczamy nowe materiały promocyjne – zdjęcia, filmy, teksty. Nie zawiedli nas klienci, który dzielili się swoimi dobrymi opiniami z innymi, zamieszczali swoje zdjęcia z naszymi daniami, polecali nas znajomym.

 

Wasz lokal wyróżnia się wystrojem na tle innych restauracji. To chyba również przyciąga potencjalnych klientów?

Zależało nam na tym, by nie tworzyć miejsca podobnego do tych, które już istnieją, dlatego tak dużą wagę przyłożyliśmy do detali. Remont zajął dużo czasu, wymagał własnej, wytężonej pracy, siły oraz dużej ilości pieniędzy. Musieliśmy m.in. dostosować pomieszczenia do zaleceń sanepidu i konserwatora zabytków. Postawiliśmy na industrialny wystrój, utrzymaliśmy tonację czarno białą z elementem drewna, nawiązującą do nazwy naszego bistro. Jesteśmy zadowoleni z efektu jaki udało się osiągnąć.

 

Które z Waszych dań Pan szczególnie poleca?

Nie ma jednego specjału! Nie chcemy być kojarzeni z jednym produktem, bo nasza filozofia oparta jest na nowoczesnym podejściu do gastronomii, zakładającym przede wszystkim korzystanie z lokalnych produktów. Ponadto tworzymy menu dostosowane do sezonowości. Ruszyliśmy z własną produkcją różnego rodzaju półproduktów, jak majonezy, sosy, pieczywo, szynki czy makarony. Dopasowujemy się do diet i ograniczeń żywieniowych klientów. Sądzimy, że to dobra droga.

 

Kulinarne wymagania Polaków na pewno się zmieniły. Czy w prowadzeniu własnego biznesu pomaga Panu wykształcenie i międzynarodowe doświadczenia, jakie ma Pan na swoim koncie?

Jestem zawodowym kucharzem, skończyłem Wyższą Szkołę Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu. Praktycznych umiejętności nabyłem pracując na stażach w Wielkiej Brytanii i Niderlandach, między innymi w hotelu Sheraton w Londynie i w znajdującej się w przewodniku Micheline’a – The Higher Buck w Waddington. Przez kilka lat byłem też szefem kuchni w restauracji Pavilioen Noordzee w Ijmuiden w Niderlandach. Łukasz, mój wspólnik, nabył z kolei doświadczenie pracując jako kelner i barman w najlepszych restauracjach na Key West w Stanach Zjednoczonych. Bardzo lubimy kuchnię azjatycką, dlatego w naszym menu często można zobaczyć dania inspirowane smakami tego regionu. Jesteśmy elastyczni i uważamy, że równie inspirująca jest nasza polska gastronomia. W naszej kuchni przewijają się więc dania i smaki całego świata. Już po lekturze menu wyraźnie widać, co nam w danej chwili w duszy gra, dlatego często je zmieniamy, inspirując się lokalnymi i sezonowo dostępnymi produktami.

 

Bistro prowadzi Pan ze wspólnikiem. Jak dzielicie się pracą?

Wspólna praca bardzo nas łączy. Codziennie spotykamy się o 5 rano, bo o 6 godzinie mamy już pierwszych klientów. Wspólnie dbamy o porządki, wypełnienie niezbędnej dokumentacji, czy złożenie zamówień. Kuchnia wybrała mnie, ze względu na wykształcenie i pasję. Łukasz też gotuje, ale tutaj zajmuje się barem, zakupami oraz dowozem dań do klientów. Pomysły na nowe dania omawiamy wspólnie.

 

Nazwa lokalu, czyli „Czarno na Białym” zapewne też nie jest przypadkowa?

Choć jak wspominałem na początku pomysł założenia bistro był spontaniczny, to nazwa była przemyślana. Czarno na Białym sugeruje transparentność i uczciwość naszych działań. Kuchnia, serce naszego bistro nie znajduje się na zapleczu, ale łączy się bezpośrednio z salą, dzięki temu każdy klient może zobaczyć, jak wygląda przygotowywanie potraw. Nazwa ma sugerować, że naszym priorytetem są proste, uczciwe, dobre smaki, czasem z nutką egzotyki. Otwarta kuchnia to element naszego sposobu myślenia o dobrej, nowoczesnej gastronomii i wyraz szacunku do naszych klientów. Staramy się zachować uczciwość w tym co robimy, czyli po prostu… czarno na białym.

 

Jakie macie plany i marzenia związane z miejscem, które zbudowaliście?

Obecna sytuacja nie pozwala nam na sięganie daleko w przyszłość, oczywiście to nie znaczy, że nie mamy marzeń. Kluczowym pragnieniem jest rozwinięcie działalności, dzięki której moglibyśmy otworzyć kolejne bistra. Kolejnym projektem jest włączenie się w życie lokalnej społeczności poprzez organizowanie kursów małej gastronomii dla dzieci. Wierzymy, że nie byłby to czas stracony. Póki co cierpimy na chroniczny brak czasu, ale od czego są marzenia? Życzę nam, by zawsze cieszyło nas to, co robimy i oby nie zabrakło nam pasji i chęci, by się rozwijać i cieszyć podniebienia naszych klientów.