Powrót

Kino Końkret i Cafe Końsekwencje, Jolanta Jarecka

Jolanta Jarecka to pisarka, poetka, animatorka kultury i reżyserka teatralna, która wraz z mężem w Zatwarnicy w Bieszczadach stworzyła tętniące życiem miejsce, chętnie odwiedzane przez turystów z całej Polski. Dzięki pożyczce na rozwój turystyki małżeństwu udało się uratować bojkowską chyżę, tradycyjny, drewniany budynek nierozerwalnie związany z historią regionu, w którym dziś mogą nocować turyści.

 

Jolanta Jarecka

 

Bieszczady to tajemnicze i niezwykłe miejsce. Czy jest Pani z nimi związana od dziecka, czy był to wybór drogi życiowej?

Przyznam, że około 99% turystów, które nas odwiedza zadaje nam właśnie to pytanie. Czasami żartobliwie sprzeczamy się na temat tego, które z nas jest „bardziej stąd” – Robert, mój mąż, który się tu wychował, czy ja – z moimi bojkowskimi korzeniami. Wychowałam się w Krościenku nad Strwiążem, miejscowości wielokulturowej. Wieś zamieszkiwana była przed wojną przez Rusinów, Żydów, Polaków a sąsiadami byli Niemcy galicyjscy. Po powojennej korekcie granic do Krościenka przybyli uchodźcy polityczni z Grecji, którzy przywieźli nową kuchnię, muzykę, kulturę i pomysł na biznes. Tę namiastkę wielokulturowości zamknęliśmy w pomyśle na ofertę turystyczną.

 

Kiedy stwierdziliście Państwo, że turystyka może być sposobem na życie?

Zawsze marzyłam o prowadzeniu pracowni artystycznej i kawiarni albo pubu. W 2015 roku otworzyliśmy najdziwniejsze kino w Polsce – kino Końkret, w ostatnim zachowanym Parku Konnym w Bieszczadach. Znalazło się tam miejsce na moją pracownię i kawiarnię. To połączenie okazało się świetnym połączeniem kultury, rękodzieła, historii oraz aromatycznej kawy i herbaty. Moja działalność to jednocześnie pasja i spełnienie moich marzeń.

 

Jolanta Jarecka - właściciel

 

Prowadzenie turystycznego biznesu wymaga zapewne wytrwałości i nakładu dużych środków finansowych.

W naszym życiu staramy się mówić o prawdziwej historii Bieszczad, która jest bardzo smutna i trudna. Mieliśmy świadomość, że Park Konny, który kupiliśmy był ostatnim w tym miejscu. Zaczęliśmy więc ratować zabudowania. Pierwszą wyremontowaliśmy kuźnię i rymarnię, potem budynek stajni, gdzie obecnie mieści się kino, a także kawiarnia i pracownia artystyczna. Kino niedotowane jest przez nikogo, więc często trudno nam zarobić na same licencje. Przewagą jest to, że możemy zaprezentować filmy takie, jakie chcemy. Nikt nas nie cenzuruje, nie blokuje, nie sugeruje. Oprócz trzech bieszczadzkich filmów prezentujemy gościom kino trudne, festiwalowe, jedyne w swoim rodzaju. Ponieważ w budynku jest świetna akustyka zaczęły się tu odbywać koncerty, warsztaty, spotkania z artystami. Kino żyje własnym życiem i przyciąga wspaniałych ludzi. Prowadzenie turystycznego biznesu jest bardzo przyjemne. Przede wszystkim jest to wymiana poglądów, ciekawe rozmowy, ogromna przyjemność, gdy goście są zadowoleni i co roku znajomości te przeradzają się w przyjaźń. Z pewnością jest to też wyzwanie.

 

Skorzystaliście Państwo z pożyczki na rozwój turystyki. Jakie inwestycje udało się za uzyskane finansowanie przeprowadzić?

Kilka lat temu kupiliśmy ponad stuletni dom – chyżę bojkowską. Dzięki pożyczce na rozwój turystyki udało nam się wykończyć budynek, wyposażyć i zamontować zeroemisyjne ogrzewanie. Wnioskowaliśmy o 350 tys. złotych i wydawało nam się, że kwota ta będzie wystarczająca. Nie przewidzieliśmy ogromnych podwyżek materiałów i usług budowlanych. Były trudne chwile, ale ostatecznie otworzyliśmy chatę i przyjęliśmy pierwszych gości. Oprócz niskiego oprocentowania pożyczki bardzo korzystny był dla nas okres karencji spłaty. Mogliśmy zainwestować, ruszyć z nowym pomysłem i mieć czas na spłatę kredytu. 

 

Jak dziś wygląda to miejsce?

Ostatecznie chata posiada cztery izby dwuosobowe, jedną izbę niezależną z aneksem kuchennym oraz dużą wspólną przestrzeń, w której znajduje się salon, kuchnia i jadalnia. Wszystkie pokoje są z łazienkami, a w całym domu nie brakuje starych, odczyszczonych mebli, ręcznie robionych płytek łazienkowych, ceramicznych umywalek czy zastawy stołowej, która powstała w mojej pracowni.

 

Wnętrze bojowkskiej chyży - tradycyjnego domku drewnianego

 

Mieszkacie Państwo w bardzo urokliwym zakątku Polski. Dlaczego warto Państwa odwiedzić właśnie w Zatwarnicy?

Bieszczady to stan umysłu, nie tylko miejsce. Niestety ogromna moda na Bieszczady i hasło „Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady” spowodowały, że region staje się coraz bardziej komercyjny. Mamy to szczęście, że znajdujemy się w tej dzikszej części, daleko od wielkiej pętli bieszczadzkiej tuż nieopodal połoniny Wetlińskiej. W Zatwarnicy tak naprawdę kończy się droga, dalej są już tylko wyjścia na szlaki, a mamy ich sporo – Dwernik Kamień, szlak trzech wysiedlonych miejscowości – Hulskie, Krywe, Tworylne, malownicza trasa rowerowa wzdłuż Sanu, jeden z piękniejszych wodospadów – Szepit czy samo wyjście na połoninę… To idealne miejsce na wędrówki, rower i obcowanie z przyrodą dalekie od tłumów i pędu. Nasi goście też zawsze mogą liczyć na informacje dotyczące historii regionu, a w szczególności na temat kultury bojkowskiej, wysiedlenia i przedwojennej wielokulturowości.

 

Jakie macie Państwo plany rozwoju swojego turystycznego biznesu?

Od kilku lat zajmuję się tworzeniem ceramiki. Organizujemy też warsztaty raku – jest to starojapońska metoda wypału w piecu w plenerze. Toczę też na kole garncarskim i nieśmiało myślę o wybudowaniu wiaty na warsztaty na świeżym powietrzu. No może jeszcze o małej saunie, żeby zimą goście mogli chłodzić się w czystym śniegu i podziwiać rozgwieżdżone niebo… Poza tym nic nam nie trzeba, bo tego, czego turyści nie znajdą u nas, z pewnością odnajdą u innych usługodawców w okolicy, których chętnie polecamy. Tych, którzy chcieliby nas odwiedzić zapraszamy na naszą stronę na Facebooku: Chyża Hapełe. Z pewnością zakochacie się Państwo w naszym miejscu i przepięknych Bieszczadach.

Jolanta Jarecka - właściciel