Tysiące turystów odwiedzających Białowieżę przemierza piękne puszczańskie tereny w pojazdach napędzanych… siłą mięśni. Na pomysł wykorzystania nieczynnej, historycznej linii kolejowej, która zawitała do Białowieży w 1897 roku za sprawą wizyty w rezydencji cara Mikołaja II, wpadł Marcin Grześ – dziś właściciel Białowieskich Drezyn. Jak udało mu się zbudować tak popularną atrakcję?
 

Czym właściwie są Białowieskie Drezyny i jak doszło do tego, że zainteresował się Pan nieczynną linią kolejową w Puszczy Białowieskiej?

Zaczęło się od hobby. Przez wiele lat moją główną pasją była kolej, co spowodowało, że dołączyłem do stowarzyszenia związanego z kolejnictwem. We wspólnym gronie organizowaliśmy wycieczki po linii kolejowej, która została zamknięta w 1994 roku. Pociągi miały tam wrócić, ale nigdy do tego nie doszło, choć może się to wkrótce zmienić, są plany reaktywacji linii. Podczas naszych przejazdów drezyną zauważyłem duże zaciekawienie ze strony turystów. W 2010 roku podjąłem się wyzwania, by wykorzystać ten potencjał i szerzej udostępniać wycieczki drezynami. Byłem wtedy świeżo po studiach Zarządzania na Uniwersytecie w Białymstoku.

Marcin Grześ

 

Dzięki Pana zaangażowaniu Podlasie może poszczycić się dziś unikalną atrakcją w ogólnopolskiej skali.

Białowieskie Drezyny z każdym kolejnym rokiem stawały się coraz popularniejsze. Dużo osób korzysta z tej atrakcji, a niektórzy wracają co roku. Opinie są na ogół pozytywne, zdarzyły się również opinie negatywne - ale to nieuniknione. Wśród opinii można znaleźć wypowiedzi, że jest to coś innego, nietypowego. Mieliśmy też w latach ubiegłych wycieczki szkolne, które w tym roku zostały odwołane. Wbrew pozorom pandemia przyniosła też dla nas korzyści i w okresie wakacyjnym mieliśmy znacznie więcej uczestników, niż w latach ubiegłych. Wiele osób nie mogąc podróżować za granicę, spędzały wakacje w kraju. Uczestnicy wycieczek sami wskazywali, że gdyby nie pandemia, nie przyjechaliby do Puszczy Białowieskiej.

Czyli pandemia nie pokrzyżowała Pana planów?

Zdecydowanym utrudnieniem był opóźniony start sezonu turystycznego. Oryginalnie planowaliśmy wystartować w drugiej połowie marca, zaś faktycznie mogliśmy wznowić świadczenie usług dopiero w drugiej połowie maja. Weekend majowy, który zawsze był mocno oblegany, w tym roku był stracony. Sytuacja związana z Covid-19 skomplikowała nieco sprawy związane z dostawą zmodernizowanych pojazdów. Przedsięwzięcie to mogliśmy zrealizować dzięki pożyczce na rozwój turystyki i bardzo oczekiwaliśmy tej dostawy.

Widok z lotu ptaka na drezyny
 

Czyli modernizacja drezyn była możliwa dzięki "Pożyczce na rozwój turystyki”?

Tak, dokładnie. Głównymi atutami tego projektu jest bardzo niski koszt pozyskania kapitału oraz krótki czas pomiędzy złożeniem wniosku, decyzją i wpływem pieniędzy na rachunek bankowy. W momencie składania wniosku, który był jeszcze przed pandemią, wkład własny był wymagany. Dopiero po wybuchu pandemii warunki nieco zmieniono i był możliwy brak wkładu własnego. W 2012 roku korzystałem z finansowania unijnego, ale wówczas proces od złożenia wniosku do wypłaty środków był mocno wydłużony. „Pożyczka na rozwój turystyki” pozwoliła mi więc szybko zrealizować przedsięwzięcie bez uciążliwych kosztów bankowych i na korzystnych warunkach.

Czy sądzi Pan, że pożyczki jak ta, z której Pan skorzystał, są dobrym pomysłem dla osób działających w sektorze turystycznym?

W moim przypadku cały proces planowania wzięcia pożyczki zaczął się już w grudniu 2019 roku. Styczeń i luty to był okres spokojnego dopinania szczegółów i zbierania dokumentów. Akurat przypadek sprawił, że pożyczka została sfinalizowana już w momencie, gdy zaczęła się pandemia. Całkowita wartość przedsięwzięcia wynosiła 23 750 zł. Celem był remont i modernizacja drezyn. Eksploatacja w 2019 roku wskazała, że potrzebny jest generalny remont i zmodernizowanie elementów drezyn. Dzięki modernizacjom pojazdy wykazały znacznie większą niezawodność w tym roku, niż w roku ubiegłym. Pozwoliło to zminimalizować straty wynikające z przestojów w okresie intensywnej eksploatacji.

Marcin Grześ
 

A czy formalności dla takiego wsparcia nie są skomplikowane?

Proces uzyskania pożyczki był stosunkowo przyjazny. Wynikało to przede wszystkim z bardzo dobrej współpracy z Funduszem Wschodnim w Białymstoku. Na pewno koszt kredytu w banku byłby sporo wyższy. Dokumentacja nie była szczególnie trudna, szczególnie w porównaniu z dotacjami unijnymi, gdzie biurokracja jest znacznie bardziej rozbudowana.    

Pana przykład pokazuje, że pomimo pandemii wciąż można rozwijać swój biznes. Może ma Pan już jakieś kolejne pomysły, którymi zachęci Pan turystów do odwiedzenia Białowieskich Drezyn w przyszłym sezonie?

Rozwój jest konieczny, wymagania klientów stale się zmieniają, tak jak zmienia się rzeczywistość. Jeszcze 5 lat temu nie mieliśmy systemu rezerwacji przez Internet z płatnościami online czy automatycznych przypomnień SMS o dokonanej rezerwacji. Siedem, osiem lat temu to była abstrakcja, dzisiaj jest to standard, co bardzo wiele osób chwali. Gdy kilka lat temu umożliwiliśmy płatności kartą, wielu uczestników sobie to chwaliło wskazując, że w Białowieży w końcu za coś mogą zapłacić kartą. Jak najbardziej zachęcam wszystkich do odwiedzania Puszczy Białowieskiej, Białowieży i przy okazji zapraszam na Drezyny. Gwarantujemy świetną przygodę i wspaniałe widoki!