Na początku było zaniedbane gospodarstwo w podkarpackiej wsi Dąbrowica. Dzięki ogromnemu poświęceniu nowych właścicieli, drewniana lasowiacka chata z 1929 roku odzyskała dawny blask, a przygoda z remontem spodobała im się na tyle, że postanowili stworzyć gospodarstwo agroturystyczne. Grenlanda jest dziś ostoją dla osób z całej Polski, szukających spokoju i wyciszenia od zgiełku miast.
 

Jak wyglądały początki Grenlandy?

Spotkaliśmy się z Krzysztofem po 30 latach niewidzenia i już na zupełnie innym etapie życia. To był 2008 rok. Od tamtego momentu jesteśmy właściwie nierozłączni i jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie jak wyglądały początki, to właśnie tak to się zaczęło. Ja mieszkałam w Warszawie, Krzysztof w Stalowej Woli, więc szukaliśmy nowego miejsca do wspólnego życia. Chcieliśmy zamieszkać na Podkarpaciu. Znaleźliśmy samotne gospodarstwo rolne, które wówczas było opuszczone od trzech lat. Na działce pod wielką lipą stał stary drewniany dom, szopa i stodoła. Wszystko było w kiepskim stanie, ale nas absolutnie zauroczyło.



Państwa historia to gotowy scenariusz na romantyczny film.

Coś w tym jest. Obdarowaliśmy się nawzajem swoimi pasjami. Krzysztof fotografował, a ja zawsze miałam zamiłowanie do wnętrzarstwa i ogrodnictwa. Teraz oboje fotografujemy i urządzamy domy i ogród. Oboje też interesujemy się etnografią. Na początku nie mieliśmy w planach agroturystyki. Zajęliśmy się remontem domu, w którym mieszkamy, ale stare domy z bali tak nam się spodobały, że chcieliśmy uratować następne. Dlatego też przenieśliśmy kolejne, niszczejące budynki z pobliskich wsi na naszą działkę. Powstał mini skansen, w którym dziś przyjmujemy gości dając im możliwość obcowania z ginącą kulturą lasowiacką.

Iloma budynkami się Państwo opiekujecie? Czy każdy może być wynajęty przez turystów?

Dwa domy są całoroczne. “Dom pod Wiewiórką” jest dwuosobowy, a “Dworek Myśliwski” aż pięcioosobowy. To właśnie je zaczęliśmy wynajmować jako pierwsze. Kolejnym obiektem jaki przygotowaliśmy dla naszych gości była stodoła. Co ciekawe, faktycznie budynek z zewnątrz wygląda jak prawdziwa stodoła z wielkimi drewnianymi wrotami, więc goście często są zaskoczeni, że w środku znajdują się dwa komfortowo urządzone apartamenty. Wszystkie miejsca mają swoje łazienki, sypialnie, saloniki. Łącznie budynków na naszej działce jest 11. Pełnią różne funkcje. Jedna ze stodół kryje w sobie np. klub dla gości i atelier fotograficzne. W zagrodzie typowo skansenowej stoi mała, niebieska chatka, którą nazywamy Chatą Zielarki, mając w pamięci jej pierwotną mieszkankę. Urządzona jest tak, jak wyglądały domy na wsi na początku XX wieku. Jeśli ktoś chce spróbować ówczesnego modelu życia, palić samodzielnie w piecu i korzystać ze sławojki i myć się w misce, też może tego doświadczyć.



Na Państwa stronie internetowej można też zarezerwować pobyt w “Obserwatorium”.

To ciekawe miejsce dla tych, którzy chcą odpocząć, wyciszyć się — samotnia, z której można obserwować, co się dzieje w przyrodzie dookoła. A dzieje się niemało. Zobaczyć można przechadzające się dziki, sarny i lisy. Trafia się czasem nawet daniel, łoś lub jeleń. Przez rok trzymały się tu żurawie. Może jeszcze wrócą. Górna izba z oknami dookoła ma 2 x 2,2 metra, ale położona jest na wysokości 6 metrów nad ziemią. Jest fotel i rozkładane wygodne jednoosobowe łóżko. Do dyspozycji gości lornetka i biblioteczka przyrodnicza. Ci, którzy decydowali się by tu zanocować, chwalą sobie niesamowitą bliskość z naturą i unikalne doświadczenia.

Państwa siedlisko wymagało ogromnej ilości pracy, ale i nakładów finansowych. By zminimalizować koszty ostatnio zainwestowali Państwo choćby w fotowoltaikę. Jak udało się zdobyć Państwu środki na prowadzenie i utrzymanie obiektu?

Zainwestowaliśmy dużo własnych oszczędności, ale też szukaliśmy zewnętrznego finansowania. Skorzystaliśmy z projektu „Przedsiębiorcza Polska Wschodnia – Turystyka”, czyli pożyczki na rozwój turystyki. Pozyskane środki pozwoliły nam wykonać instalację z panelami słonecznymi na dwóch południowych dachach, wobec czego niemałe rachunki za energię elektryczną spadły o dwie trzecie. Z tych samych środków zbudowaliśmy saunę dla gości i ustawiliśmy jeden dodatkowy obiekt, który obecnie wykańczamy. Będzie kolejny dom dla 4 osób. Myślę, że warto sprawdzać tego typu instrumenty finansowe, bo są one dużo korzystniejsze, niż klasyczna pożyczka w banku komercyjnym, szczególnie dla osób zajmujących się turystyką.



A jakie są największe atrakcje Grenlandy?

Na pewno największym atutem jest to, że nie jesteśmy usytuowani w klasycznym rejonie turystycznym. Nie ma u nas tłumów jak na Krupówkach. Tuż obok płynie Tanew, jedna z najczystszych rzek w Polsce, wspaniała dla dzieci i zwierząt, gdyż w lecie jest płytka i bez problemu można przejść na drugi brzeg. Mamy nad nią trawiasto piaszczyste miejsce wygodne do posiedzenia na kocyku. Okolica to także idealny teren na rowerowe wycieczki. Dla naszych gości mamy 5 rowerów górskich. Można na nich pojechać do lasu, gdzie jest wiele dróg i ścieżek wygodnych dla rowerzystów. Jesteśmy też na wschodnim szlaku rowerowym Green Velo. Okolica sprzyja także pieszym wędrówkom. Są np. tereny gdzie psy mogą bez problemu biegać całe kilometry bez smyczy. Są też piękne różnorodne i grzybne lasy, w których można nawet znaleźć czterystuletni dąb. W niewielkiej odległości samochodem jest też sporo ciekawych miejsc, do których warto się wybrać na jednodniowe wycieczki. O krok jest Roztocze, skansen w Kolbuszowej. Godzina jazdy jest do Sandomierza, Leżajska, Rzeszowa lub Łańcuta. Niewiele dalej do Jarosławia i Przemyśla. Grenlanda jest więc dobrym punktem wypadowym dla osób chcących poznać ten fragment Polski, obfitujący w zabytki i przyrodnicze atrakcje, a my chętnie podpowiadamy naszym gościom co i gdzie warto zobaczyć.

A dla Państwa osobiście? Co jest największym atutem tego miejsca?

Cieszę się z tego, że udało nam się stworzyć bardzo klimatyczne miejsce. Drewniane domy i mieszkające z nami koty, psy, kury i koniki sprawiają, że można rozsmakować się tutaj w idyllicznym, wiejskim, powolnym życiu blisko przyrody. Przyjeżdżają do nas goście, którzy bardzo sobie wypoczynek w takim miejscu cenią i chwalą. To osoby, z którymi bardzo chętnie nawiązujemy kontakty, nadajemy bowiem na tej samej fali. Wyprowadziliśmy się z Warszawy tworząc miejsce, w jakim samym chcielibyśmy bywać i się nam to udało. Dziś to nasze miejsce na ziemi. Choć pandemia nieco pokrzyżowała nam plany, to widzimy, że turyści zaczynają już rezerwować letnie pobyty. Wszystkich oczywiście serdecznie zapraszamy na naszą stronę internetową www.grenlanda.com albo profil na Facebooku, aby wybrać najlepszy dla siebie dom lub apartament.

Intrygująca jest nazwa państwa gospodarstwa. “Grenlanda” a nie “Grenlandia”, co może się wydawać w pierwszej chwili dziwne i powodować błędne wyszukiwanie w sieci. Co oznacza i skąd się wzięła?

A tego to już nikomu nie zdradzę! (śmiech). To nasza miłosna, słodka tajemnica.